20 sierpnia 2010 roku szef MSZ Radosław Sikorski oraz sekretarz stanu USA Condoleezza Rice podpisali umowę dotyczącą budowy elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce.

Oficjalną reakcją strony rosyjskiej było wystąpienie prezydenta Dmitrija Mdwiedwiewa na konferencji prasowej w Soczi, w którym oznajmił, że podjęte działania są wymierzone przeciw interesom Rosji. Rosja, Chiny oraz republiki wchodzące w skład Szanghajskiej Organizacji Współpracy ostrzegały, że jednostronna rozbudowa tarczy antyrakietowej może naruszyć globalne bezpieczeństwo.

Przedstawiciele rosyjscy skrytykowali rozmieszczenie elementów amerykańskich tarcz antyrakietowych, a dokładniej wyrzutni pocisków przechwytujących GBI. W zasięgu ochrony znalazłaby się Polska, Czechy a także cała Europa i USA. Premier Putin zasłynął z ostrych wypowiedzi w kierunku Polski, grożąc, że Rosja może przypadkowo zaatakować Polskę bronią atomową, w razie wystartowania z polskiej bazy pocisków. Eksperci uważają jednak, że Moskwa i tak ma zamiar umieścić pociski balistyczne w okręgu kaliningradzkim, a groźby dyplomacji rosyjskiej są jedynie próbą zastraszenia Polski.

Zaistniała sytuacja polityczna była komentowana przez licznych rosyjskich polityków. Przewodniczący Rady Federacji Siergiej Mironow uznał, że termin podpisania umowy nie jest przypadkowy, ale jest reakcją na rosnącą potęgę Rosji. Przewodniczący Komitetu Dumy ds. międzynarodowych Konstantin Kosaczow stwierdził, że celem Amerykanów jest demonstracja siły politycznej oraz przejęcie potencjału atomowego Rosji.

Ogółem zwolennicy tarczy antyrakietowej w Polsce uważali, że budowa ta przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa kraju, modernizacji polskiej armii oraz wzrostu znaczenia międzynarodowego Polski. Przeciwnicy byli jednakże zdania, że może to zwiększyć ryzyko zamachów terrorystycznych oraz pogorszenia stosunków z sąsiadami, a w szczególności z Rosją.